TL;DR: Obroniłem się! Dla tych, którzy jednak lubią czytać moje wypociny przygotowałem kilka słów komentarza związanego z ukończonym przeze mnie właśnie pierwszym stopniem studiów. Niniejszy blog, pomimo swojej tematyki i zawartości, nadal pozostaje moim prywatnym “kawałkiem Internetu”, a więc pozostaje mi tylko zaprosić Was do lektury.

Wstęp.

Wszystkie wpisy na niniejszym blogu z reguły są “niekrótkie”. Dzisiejszy w początkowym zamyśle miał składać się z kilku zdań, ale po krótkim namyśle stwierdziłem, że warto jednak w jakiś sposób podsumować to, co się działo przez ostanie 3,5 roku.

Od momentu obrony minęło dopiero kilka[naście] godzin, w związku z czym cały czas piszę to jeszcze “nabuzowany” emocjami. Mam jednak o tyle fajnie skonstruowaną psychikę, że dopiero niedawno dotarło do mnie, że już po wszystkim. ;]

Pan Inżynier!

Jeszcze dzisiaj rano przygotowywałem ostatnie materiały - z gotowych “komponentów”, a więc:
  • przygotowanych plikach zawierających wersję PDF i plaintext tekstu,
  • wydrukowanej w trzech egzemplarzach pracy,
  • przygotowanych katalogach zawierających pliki projektu w LaTeXu i samego projektu inżynierskiego
powstały:
  • trzy oprawione egzemplarze pracy,
  • cztery płyty CD zawierające elektroniczną wersję wszystkich materiałów.

Oprócz tego należy wymienić masę “papierkologii”, którą na szczęście miałem gotową, podpisaną i schowaną bezpiecznie w koszulce. W sumie najbardziej bałem się nie samego egzaminu, ale tego, że wejdę na salę egzaminacyjną i dostanę na wejście pytanie: “a ma Pan załącznik 3a do dokumentu 5d uchwały dziekana sprzed 15 minut?” i cały mój wysiłek pójdzie na marne. Tak się jednak nie stało i finalnie mogę powiedzieć: “przybyłem, zobaczyłem, zdałem”.

Co do samego egzaminu - pierwsze zaskoczenie po wejściu na salę to bardzo szanowany przeze mnie profesor, wstający niczym do “równego sobie” i podający rękę na przywitanie. Przekazałem indeks i protokół egzaminu oraz przygotowane wcześniej materiały. Potem nastąpiła “moja część”: krótkie omówienie tematu i zawartości pracy oraz tego, co w jej wyniku powstało. Ostatnim etapem były pytania dotyczące materiału studiów, gdzie musiałem się wykazać w kilku dziedzinach wiedzy - padły pytania dotyczące m. in. metod numerycznych, elektrotechniki, struktur danych i budowy komputerów. Myślałem, że egzamin będzie trwał trochę dłużej, ale w tym momencie naprawdę nie chce mi się tego roztrząsać. ;]

Jak już napisałem wcześniej - sama obrona nie była dla mnie stresem, za to oczekiwanie na wszelkiego rodzaju wyniki rozkłada każdą moją próbę utrzymania nerwów na wodzy. Jako programista nie lubię, jak coś się dzieje poza moją kontrolą, co można było samodzielnie zaobserwować poprzez zmianę mojego nastroju przed egzaminem [ostatnie sprawdzenia, konsultacje z kolegami, żarty] i po egzaminie [ręce zaciśnięte w pięść blisko twarzy, spacerowanie wolnym krokiem w “tą i z powrotem”]. Pracuję nad tym, ale niestety moje zachowania są czasem silniejsze niż ja sam.

“Pan Inżynier!”::before

Jeśli chodzi o studia, mogę powiedzieć, że jestem umiarkowanie zadowolony.

Zadowolony dlatego, że moim zdaniem nie zmarnowałem tych prawie czterech lat życia - studia naprawdę poszerzają horyzonty i pozwalają na poznanie wielu rzeczy, których w innym przypadku nie mielibyśmy nawet chęci dotknąć. Dzięki temu można naprawdę rozwinąć się intelektualnie i zmienić pogląd na wiele spraw, które znaliśmy tylko ogólnie. Dlatego wchodząc z polemikę z wszystkimi osobami, które mówią “nie studiuj, zdobywaj doświadczenie”, “nie studiuj, pracuj” mówię krótko: “idź na studia”.

Rozmawiając z ludźmi po obu stronach barykady stwierdzam, że o ile Ci bez studiów są po prostu specjalistami w wybranych technologiach, o tyle Ci po studiach po prostu “sobie radzą”. To bardzo podobne porównanie do programisty [np. PHP] i WebDevelopera. Programista potrafi napisać genialny backend, ale nie wychodzi poza to, co sam wybrał. WebDeveloper zaś “radzi sobie” z postawionymi wymaganiami, niezależnie od tego, na którym etapie tworzenia strony internetowej zostanie poproszony o pomoc.

Oczywiście, nie można “tylko” studiować - programowanie jest moją wielką pasją, więc rano szedłem na zajęcia tylko po to, żeby potem znowu cały wieczór pisać kod. Wiadomo, praca w firmie także jest bardzo przydatna w rozwoju, ale możliwość wymiany poglądów z kolegami i koleżankami na studiach jest po prostu bezcenna. Pracę można podjąć zawsze, a studiowanie jednak wymaga chęci i samozaparcia. Ja starałem się rozwijać samodzielnie, pozostawiając uczelni jedynie “zmuszenie” mnie do wyjścia ze strefy bezpieczeństwa i nauczenia się kolejnych umiejętności. Dlatego nie należy traktować moich słów jako wyroczni - na pewno nie opłaca się iść na studia dla samego studiowania, ale jeśli naprawdę chcesz poświęcić się i rozwinąć w wybranej dziedzinie, to zyskasz o wiele więcej niż przez sam etat.

Zadowolenie to jest jednak umiarkowane ze względu na fakt, że nadal sądzę, iż można było dostosować i odseparować nieco tematykę kierunku od nazwy wydziału. Oczywiście, wszystko da się zaliczyć, ale nie wszystko będzie nam w życiu potrzebne, dlatego przynajmniej część przedmiotów niezwiązanych z informatyką, a przynajmniej prowadzonych w sposób zupełnie oderwany od tej tematyki można było nieco uprościć lub pominąć. Jak widać, udało mi się skutecznie przygotować do wszystkich egzaminów, ale uważam, że co najmniej w kilku przypadkach ten czas mógłbym poświęcić na coś bardziej ambitnego i związanego z wybraną ścieżką kariery.

Wielką bolączką studentów informatyki na Politechnice Warszawskiej jest brak “jednolitego” Wydziału Informatyki. Jest informatyka “elektryczna” na Wydziale Elektrycznym, jest informatyka “elektroniczna” na Wydziale Elektroniki i Technik Informacyjnych, jest też informatyka “matematyczna” na Wydziale Matematyki i Nauk Informacyjnych. Niestety nie ma i najprawdopodobniej nie będzie w najbliższych latach woli wydzielenia określonej kadry naukowej celem stworzenia takiego wydziału, więc pozostaje jedynie rozwijanie swoich pasji pod jednym z tych trzech szyldów.

Nie zmienia to jednak faktu, że gdybym miał cofnąć się te 3,5 roku do tyłu i jeszcze raz ze zdaną maturą złożyć dokumenty na uczelnię, to wybrałbym tą samą ścieżkę kształcenia.

Słowo końcowe.

Jednym z wniosków, jakie nasuwają mi się po napisaniu pracy jest to, że warto było się w pewnym momencie zainteresować systemem LaTeX. Praca “składa się sama” i nie trzeba się martwić o żadne szczegóły dotyczące formatowania. Mój wydział udostępnił szablon dokumentu, dzięki czemu pozostało jedynie napisać pracę. Niektórzy bardziej “pro Microsoft” koledzy sporo się męczyli z Wordem - zupełnie niepotrzebnie.

Dokumenty na drugi stopień studiów - studia magisterskie - zostały już złożone, dlatego Pan Inżynier Programista idzie kształcić się dalej. A tym czasem czas skorzystać trochę z ferii zimowych. ;] Do zobaczenia w kolejnym wpisie!